Podstawą rozważań Papieża na Westerplatte w 1987 roku był fragment Ewangelii opisujący spotkanie Jezusa z bogatym młodzieńcem. Opowieść ta stawia w prawdzie nie tylko mlodzież, ale również każdego z nas. Kiedy odświeżałem jej treść uderzyło mnie również wiele odniesień Jana Pawła II do życia społecznego w ówczesnej Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej oraz powiązanie przesłania Jezusa z sytuacją młodych ludzi w Polsce oraz innych krajach środkowej Europy.
Papież wyjaśnia w jasny i przystępny sposób naukę Chrystusa – drogi, którymi powinniśmy podążać, aby osiągnąć życie wieczne. Jego słowa bardzo do mnie trafiły i dlatego pozwolę sobie oddać głos Janowi Pawłowi II zanim podsumuję swoją wypowiedź.
Jan Paweł II:
„Wszyscy pragną świata bardziej ludzkiego, w którym każdy mógłby znaleźć miejsce odpowiadające jego powołaniu. W którym każdy mógłby być podmiotem swego losu, a równocześnie współuczestnikiem wspólnej podmiotowości wszystkich członków swego społeczeństwa.
(…)
Człowiek jest sobą poprzez wewnętrzną prawdę. Jest to prawda sumienia, odbita w czynach. W tej prawdzie każdy człowiek jest zadany samemu sobie.
(…)
Mówi się słusznie o prawach człowieka. Podkreśla się, zwłaszcza w naszej epoce, znaczenie tych praw. Nie można jednak zapomnieć, że prawa człowieka są po to, ażeby każdy miał przestrzeń potrzebną do spełniania sowich zadań i powinności. Ażeby w ten sposób mógł się rozwijać. Mógł stawać się bardziej człowiekiem.
(…)
Aktualne są tu słowa kardynała Newmana, że potrzeba „ludzi, którzy znają swoją religię i którzy ją zgłębiają; którzy dokładnie wiedzą, jaka jest ich pozycja; którzy są świadomi tego, w co wierzą, a w co nie; którzy tak dobrze znają swoje Credo, że potrafią z niego zdać sprawę; którzy do tego stopnia poznali historię, że umieją jej bronić”(John Henry Newman, On Consulting the Faithful in Matters of Doctrine).
(…)
Ta moc potrzebna jest, by żyć na codzień odważnie, także w sytuacji obiektywnie trudnej, aby dochować wierności sumieniu w studiach, w pracy zawodowej, by nie ulec modnemu dziś konformizmowi, by nie milczeć, gdy drugiemu dzieje się krzywda, ale mieć odwagę wyrażenia słusznego sprzeciwu i podjęcia obrony.
(…)
Ta moc potrzebna jest, by apostołować w swoim otoczeniu radością i nadzieją mimo wszystko, by dawać siebie innym w pracy, w rodzinie, w szkole czy na uczelni, we wspólnocie parafialnej, w środowisku i wszędzie – na miarę swoich możliwości. Ta moc, która płynie z Chrystusa, która zawiera się w Ewangelii, jest potrzebna, aby od siebie wymagać, by postępowaniem waszym nie kierowała chęć zaspokojenia własnych pragnień za wszelką cenę, ale uczucie powinności: spełniam to, co jest słuszne, co jest moim powołaniem, co jest moim zdaniem.
(…)
Dla chrześcijanina sytuacja nigdy nie jest beznadziejna. Chrześcijanin jest człowiekiem nadziei.
(…)
Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”. Wreszcie – jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba „utrzymać” i „obronić”, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić – dla siebie i dla innych.”
Tyle nasz ukochany Jan Paweł II – nic dodać, nic ująć. Pójdźmy za Jezusem pozostawiając za sobą ułudę bogactwa, a wtedy nie utracimy szansy jaką stawia przed nami Bóg. Nie musimy odchodzić zasmuceni…
